Drapie?ca
вернуться

Kontorovich Alexander

Шрифт:

I tak wszystko to trwalo do obecnej chwili. Wladze, jak zawsze, wystapily z uspokajajacymi apelami, lecz sadzac z tego, co dzieje sie na mie'scie, nikt ich szczeg'olnie nie sluchal.

Generalnie, kiepskie zarty! Knajpa zamknieta albo na odwr'ot, otwarta. Sadzac po szarogeszacych sie tam indywiduach, dochodze do wniosku, ze jej personel nie mial z tym nic wsp'olnego. W telewizji kiedy's informowali, ze takie typy w trudnych czasach wla'snie rabowaly wszelkie kawiarnie i sklepy. Wszystko na to wyglada!

Moment. A jak tam u nas z jedzeniem? Rewizja szafek i lod'owki nie dostarczyla szczeg'olnych powod'ow do rado'sci. Kilka zupek instant, kasze wszelkiego rodzaju o lacznej wadze okolo trzech kilo, konserwy, kilka butelek whisky. I to wszystko. Zwykle jedzenie zamawialem sobie na wynos, a tu trzymalem wylacznie na tak zwany wszelki wypadek. Kilka pr'ob zam'owienia posilku sko'nczylo sie w spos'ob latwy do przewidzenia: nikt nie odebral polaczenia. Co's u nas z laczno'scia calkiem do bani. Zabieram wieksza torbe i ide do sklepu.

No tak, tylko ja taki madry… Pierwszy sklep powital mnie zamknietymi drzwiami i mocno zaslonietymi oknami. Dobrze, nie ostatni przeciez! Niespodzianka! – i drugi zamkniety. Zblizajac sie do trzeciego, slysze jaki's halas, krzyki. Zawracam za r'og.

Ba-bach! Oz, kurwa ma'c! Padam na ziemie (jak zawsze radza w telewizji) i sie rozgladam – co tam?

Nic dobrego. Z rozbitej witryny jacy's srodzy faceci w kamuflazu wytaskuja czyje's zimne cialo. Trup jak nic, az krew na asfalt kapie! Ci go'scie to na pewno silowiki[2]! Karabiny, jednakowe mundury, walkie-talkie. Zdaje sie, trzeba da'c stad noge.

– Sta'c!

A to ciekawe, jak wykona'c takie polecenie, kiedy pr'obujesz sie czolga'c? Na wszelki wypadek po prostu zamieram. Kto ich tam wie, moze maja skrzywione poczucie humoru.

Tupot n'og. Lekko kopia mnie w bok.

– Wstawaj i rece na widoku!

Pokazuje otwarte dlonie (prosze, prawie sie nie trzesa!), starajac sie robi'c to spokojnie.

– Co w torbie?

– Pusto. Szedlem po jedzenie, na zakupy.

Zdzieraja mi torbe z ramienia i wywracaja na lewa strone.

– Dokumenty!

– Mam ze soba tylko przepustke.

– Dawaj!

Wyjmuje z kieszeni oblozony w przezroczysty plastik kartonik.

– Tak… Karasew Denis Wiktorowicz?

– We wlasnej osobie.

– Na foto… podobny. Gdzie mieszkasz?

– Aleja Modrzewiowa pie'c. Mieszkanie pietna'scie. Trzecie pietro.

Silowik zwraca sie do swoich towarzyszy. Ci przestali juz oglada'c zwloki i bez po'spiechu ida do nas.

– Hej, dow'odco, to jaki's miejscowy, mieszka obok. Po chlebek sie wyszlo, co?

– A ten co, calkiem z rozpaczy skretynial?

Okrazaja mnie, jeszcze raz zagladaja do torby, obmacuja kieszenie.

– Rzeczywi'scie czysty! Skad takie dupki wylaza?

– A co sie stalo? – interesuje sie ostroznie.

– Skad ty sie wziale's, naiwniaku?

– Zapieprz mieli'smy… prawie przez tydzie'n nie wychodzili'smy z pracy, nawet tam spali'smy!

Jeden z tych, co podeszli, sadzac po stosunku otoczenia, dow'odca, u'smiecha sie.

– Og'olem, totalna rozpierducha.

– Wojna?

– Na razie jeszcze nie, ale to nie znaczy, ze nie nastapi. Ludno's'c cywilna spieprzyla niemal w komplecie. Dzisiaj zamkneli mozliwo's'c wyjazdu.

– A… co robi'c? Przeciez w takim wypadku powinni nas wywie'z'c!

– Komu wladza winna – wszystkim darowala! Chod'zcie, chlopaki, zostaly nam jeszcze dwa punkty.

Przestali sie mna interesowa'c, oddaja przepustke i odwracaja sie plecami.

– Poczekajcie! A co ze sklepem? Gdzie moge kupi'c jedzenie?

– Wa's, daj co's temu meczennikowi.

Kolo moich n'og laduje pare konserw, a zolnierze, nie odwracajac sie znikaja za rogiem.

Jako's to wszystko… ej, oni dopiero co zabili czlowieka! Powinna przeciez przyjecha'c policja, wszystko obejrze'c, protok'ol jaki's spisa'c… A ja? Co powinienem zrobi'c? 'Swiadek? Wla'sciwie i tak nic nie widzialem!

Zbierajac puszki, mijam martwe cialo i zagladam przez rozbita witryne. Tak, tu nic nie ma. Wyglada na to, ze sklep wyczy'scili do zera – p'olki sa puste. Tylko kilka porozrzucanych butelek z woda mineralna. C'oz, wychodzi na to, ze w czym's sie nie dogadali? No i oni go rozwalili i nawet sie tym nie przejeli. Cholera, jako's strasznie nawet do sklepu zaglada'c… ale jak mus to mus! Przeciez wedlug tych samych facet'ow taka sytuacja jest teraz wszedzie.

  • Читать дальше
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • ...

Private-Bookers - русскоязычная библиотека для чтения онлайн. Здесь удобно открывать книги с телефона и ПК, возвращаться к сохраненной странице и держать любимые произведения под рукой. Материалы добавляются пользователями; если считаете, что ваши права нарушены, воспользуйтесь формой обратной связи.

Полезные ссылки

  • Моя полка

Контакты

  • help@private-bookers.win